środa, 25 lipca 2018

[M] Królewski goniec (1/?)

Tytuł: Królewski goniec
Fandom: Ensemble Stars!
Realia: Kanoniczne
Pairing: Sena Izumi x Leo Tsukinaga
Gatunek: Dramat, angst, romans, motyw hanahaki disease
Notka: To prawdopodobnie będzie miało swoją kontynuację. Prawdopodobnie(to słowo klucz), ale póki co może funkcjonować jako pojedynczy twór.

Spoilery z Lion Heart.


Leo nie miał pojęcia, kiedy to się zaczęło. Może wtedy kiedy Sena pokazał mu swoje całkowite oddanie; wtedy gdy podążył za nim bez słów...
Może wtedy kiedy zdał sobie sprawę, jak piękny, silny... jak niesamowity jest Sena; jak jego obecność czyniła muzykę Leo piękniejszą.
Ponieważ muzyka była dla Leo absolutnie wszystkim. Niemożność tworzenia kolejnych utworów byłaby dla niego agonią. 
Ta agonia bez Seny z pewnością byłaby piekłem.


Nie pamiętał dnia, w którym to się pojawiło. To nie był żaden wielki przełom w jego życiu, żadna nagła zmiana, nic niezwykłego się wtedy nie wydarzyło. A jednak coś sprawiło, że jego egzystencja zaczęło się staczać. 
Początkowo całkowicie to ignorował, pojedyncze płatki kwiatów na języku, czasem mdląco słodki zapach, którego źródła nie mógł znaleźć, ba, nawet go nie szukał. Był zbyt skupiony na tworzeniu, na poleganiu na swojej nowej muzie - najpiękniejszym obiekcie, jaki kiedykolwiek poświęcił mu swoją uwagę. A to przysłoniło mu cały świat.
Nie widział, jak Sena cierpi, jak jego własne problemy go przytłaczają, bo jednak wciąż był wiernym rycerzem u boku swojego Króla. Królewskim gońcem stąpającym tylko po czarnych polach. 


Gdy pojedyncze płatki zmieniły się w noce pozbawione snu, wypełnione tylko i wyłącznie pozbywaniem się pąków kwiatów z gardła, wszystko powoli stawało się jasne. Niebieskie płatki, które początkowo nie kojarzyły się Leo nawet z kwiatami, były płatkami róż. Do tej chwili Leo nie wiedział nic na temat znaczenia kwiatów. Kolejnej nieprzespanej nocy przekopał internet w poszukiwaniu niebieskich róż, róż oznaczających początek miłości.


To wszystko, co się wtedy wydarzyło, było tylko pretekstem. Prawdziwy powód jego ucieczki... nikt nie musiał go znać.  Zamknięcie się w pokoju wśród kwiatów pokrytych posoką... Wtedy Leo po raz pierwszy uznał, że nie zasługuje na miano Króla. Nie zasługiwał na swoich rycerzy, nie zasługiwał na Senę stojącego u jego boku. Gdyby posiadał prawdziwą koronę, roztrzaskałby ją w drobny mak. Ta dziecinna metafora, potrzeba bycia kimś, dowodzenia... ale czy Leo kiedykolwiek pomyślał o uczuciach swoich rycerzy? Ludzi, którzy stali przy jego boku cały czas? 
Nie.
Uciekł, gdy tylko pojawiła się ku temu okazja; ponieważ to jemu było niewygodnie. I choć starał się to argumentować inaczej: nie chciał być dla Seny ciężarem; prawda była zgoła inna. Zostawił na jego barkach królestwo i brak wytłumaczenia; bo wiedział, że Sena sobie poradzi, nieważne jak ciężko by było. 
A potem znienawidzi Leo.
Taką miał nadzieję. 


Któregoś dnia Leo miał przeczucie. Nie miał pojęcia, kiedy to było. Żył w piekle, bez Seny, bez muzyki, tutaj czas się nie liczył, ale to było to, na co sam sobie zapracował. Na to zasłużył. 
Dłonią wytarł krew z kącika ust i zmusił się do wstania. Zakręciło mu się w głowie, przed oczami pojawiły się ciemne plamy. Mógł się tego spodziewać. 
Upadł z powrotem na podłogę, ale coś nie pozwoliło mu się zatrzymać. Ktoś. Usłyszał cichy płacz za drzwiami swojego pokoju.
Ruka~! 
Na kolanach, gryząc wargi, zbliżył się do drzwi. To wysiłek na jaki nie był przygotowany, nie po tylu dniach bez jedzenia czegokolwiek porządnego. 
Chwycił za klamkę i nieporadnie otworzył zamek od swoich drzwi. Ledwie je uchylił, a to go uderzyło. Mocniej niż się spodziewał. Poczuł, jak jego żołądek się zaciska, a w gardle buzuje na nowo ten słodko-gorzki smak porażki. 
- nie doprowadzaj Ruki do płaczu. - Jego własny głos nie przypominał siebie.
Ich spojrzenia się spotkały. Chłodny błękit oczu Seny spoczął na nim. Leo czuł, jak nogi powoli odmawiają mu posłuszeństwa. Mógłby upaść. Mógłby zapaść się w ziemię. Ale spojrzenie jakim obdarzył go Sena sprawiło, że naprawdę chciał zniknąć.
- Ona nie płacze przeze mnie - odpowiedział. Pogarda w jego głosie była wręcz namacalna, ale Sena zawsze taki był, prawda? Był, ale nie dla Leo. 
- Przyjdę po to jutro - odezwał się jeszcze raz, tym razem bardziej miękko. Mówił do Ruki. - Zjedz coś, kretynie - rzucił jeszcze w stronę Leo, nim odwrócił się i wyszedł. 
Leo miał miękkie kolana. I nim Ruka zdążyła się chociażby odwrócić, upadł na nie, zatrzaskując drzwi swojego pokoju. Dusił się. Łzami i krwią. Mały biało-różowy pąk upadł na podłogę z jego ust. Nie mógł już na to patrzeć, miał dość kwiatów, dość cierpienia. 
Karma wraca.
Nawet jeśli na to zasłużył, nawet jeśli to za wszystko, co zrobił. Nie chciał już, by Sena go znienawidził, nie chciał żyć bez niego.
To jedno spojrzenie obudziło w nim na nowo nadzieję. 
A to miejsce nie było już piekłem. Było o wiele gorsze.
To moratorium*. 

______________
*moratorium - (tutaj) zawieszenie orzekania i wykonania kary śmierci

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics